Aktualnie przebywasz w:

Wstecz
Sokrates Cafe

Antropologia w ujęciu pragmatycznym - Immanuel Kant , Wydawnictwo IFiS PAN, 2005

Kant zaczyna wykład antropologii, czyli wiedzy o człowieku od wyróżnienia 3 egoizmów. Obok egoisty estetycznego, czyli kogoś kto mówi, że o gustach się nie dyskutuje, zwłaszcza jeśli dotyczą jego wytworów, oraz egoisty moralnego, który za korzystne uważa tylko to co jest dla niego korzystne, Kant wyróżnia egoistę logicznego. Egoista logiczny nie powinien przychodzić na Sokrates Cafe, gdyż nie uznaje konieczności poddania swoich sądów weryfikacji innych. Lekarstwem na egoizm jest pluralizm czyli myślenie o sobie jako o jednym z obywateli świata.


Kant znajduje upodobanie w podporządkowywaniu zjawisk trzem pojęciom. Wyróżnia 3 wyższe władze poznawcze: intelekt, władzę sądzenia i rozum. Gdy nie potrafię znaleźć użytecznego zastosowania dla tych pojęć, Kant służy z pomocą mojej niemocy podając bogatą klasyfikację słabości i chorób duszy w odniesieniu do władz poznania. A więc mogę zastanawiać się czy jestem tępym prostakiem, którego żadna nauka nie wyostrzy, a może półgłówkiem, który zdolny jest tylko połowicznie naśladować, a może głupkiem, którym się nie można posłużyć przy żadnym zajęciu, gdyż pojmuje na opak.


Gdy piszę ten tekst zastanawiam się, czy nie jestem głupim, czyli kimś kto poświęca coś co ma wartość dla celów nie mających żadnej wartości, ale chyba nie jestem głupcem czyli kimś kogo zachowanie jest obraźliwe. No w każdym razie nie teraz, bo chyba ten tekst nikogo nie obrazi. Jestem już na tyle dorosły, że chyba nie jestem gogusiem, ale mogę już być starym durniem.


To naprawdę zajmujące na ile sposobów można prezentować głupotę czyli braki we władzy sądzenia połączone z brakami w dowcipie. Czasem wydaje mi się, że za bardzo mi zależy na dowcipie. Ale Kant ostrzega, że jeśli dowcipu nie brakuje to braki we władzy sądzenia dają błazeństwo.


Wszystkie te pojęcia i definicje pochodzą z książki Kanta, a dokładniej z jej tłumaczenia. Trochę żałuję, że tłumaczki nie sięgnęły do żywych zasobów naszego języka, takich jak pacan, debil, idiota, świr, matoł, przygłup, jełop, cymbał itd. by nadać im precyzyjne kantowskie definicje. No szkoda. Ten głupi, głupek, głupiec są nieco monotonni.


Kant w swojej antropologii idzie za ówczesnym językiem niemieckim. Gdyby Kant był Polakiem i żył współcześnie, jestem pewien, że użyłby innych pojęć, jego polska siatka pojęciowa gdzie niegdzie byłaby gęstsza, gdzie indziej rzadsza, definicje inne. Książka byłaby inna. Pewnie wycofałby się z koncepcji, że sangwinik to ktoś o lekkiej krwi, melancholik ciężkiej, choleryk gorącej, a flegmatyk zimnej.


Wydaje mi się, że my na Sokrates Cafe próbujemy pisać rozdziały współczesnej polskiej antropologii pragmatycznej. I czasami możemy skorzystać z Kanta, np. z jego egoizmu logicznego. Na koniec pytanie testowe – czy ten tekst budzi wstręt ? Bo jeśli tak to znaczy (wg.Kanta), że się mądrzyłem albo wysilałem na dowcip.


Jeżeli uważacie, że warto przeczytać jakąś książkę napiszcie dlaczego.