Komentarze do protokołu powołanie
Komentarz asmodejski:
W dyskursie kościelnym lub zbliżonym do kościelnego można spotkać takie wyrażenia „na terenie diecezji łomżyńskiej stwierdzono spadek powołań kapłańskich”, „w okresie pontyfikatu biskupa Jerzego wzrosła liczba powołań kapłańskich na terenie jego diecezji”, „mało jest powołań kapłańskich na terenie dużych miast, zwłaszcza w rodzinach inteligenckich”, „kościół stara się przeciwdziałać spadkowi powołań kapłańskich, intensyfikując działalność duszpasterską wśród młodzieży”. W samym kościele myśli się o ilości i jakości powołań kapłańskich jak o problemie nadającym się do analizy psychologicznej, socjologicznej i organizacyjnej. Kościół musi dbać o powołania kapłańskie, bo nie może istnieć bez kapłanów. Dyskurs ten brzmi całkowicie bezbożnie. Przecież powołanie kapłańskie jest wołaniem bożym „paś baranki moje”. Bóg kieruje go do kogo chce i kiedy chce. Jeśli obdarza kogoś powołaniem, jednocześnie obdarza go łaskami niezbędnym do podołania powołaniu. Przecież nie jest Bogiem złośliwym. W jaki sposób działania biskupa czy jakichkolwiek gremiów kościelnych mogłyby nakłonić Boga, żeby zechciał niezwłocznie dostosować liczbę powołań kapłańskich do potrzeb lokalnego kościoła. To myślenie magiczne, przedchrześcijańskie, że przy pomocy jakiś zaklęć można wpływać na przychylność bogów. Czy nie jest obrazą zamiaru bożego wysyłanie misjonarzy z polski do Brazylii czy Afryki. Gdyby Bóg zechciał, żeby tam byli kapłani, to zaadresowałby powołania kapłańskie do brazylijczyków. Kiedyś ksiądz szykowany na misje zwierzał mi się ze swoich problemach z dziewczyną, która uczyła go portugalskiego. Przyznał, że on nie rozumie kobiet. Z jego opowieści wynikało, że dziewczyna po prostu się zakochała. Czy Bóg obdarza kogoś łaską niezrozumienia i łamania serc polskich kobiet, żeby realizował powołanie pasania brazylijskich owieczek?
Asmodeusz
Komentarz kissmisowy:
Rozmowa była o niczym, bo nie istnieje nic takiego jak powołanie. Tak samo jak nie istnieje Wielki Manitu i owładniecie jego mocą. Istnieje tylko słowo, które nas zwodzi na manowce myślenia. Jeśli ktoś wierzy w Boga, może całkowicie sensownie posługiwać się pojęciem powołania. Modlić się o to żeby usłyszał głos Boży, wskazując mu właściwe mu powołanie, zastanawiać się czy nie zgrzeszył odrzucając powołanie lub czy nie zgrzeszył w swojej dumie biorąc coś za powołanie. Ale czy człowiek współczesny może sensownie posługiwać się tym słowem? Z rozmowy wynikało, że próbujemy w stare bukłaki nalewać nowe wino. Powołanie jako wezwanie boże do zajęcia przewidzianego dla nas miejsca w bożym planie zbawienia adresowane do obdarzonych szczególnym łaskami próbujemy zastąpić wezwaniem przez społeczeństwo do zajęcia szczególnie ważnego miejsca przez osoby obdarzone przez naturę szczególnymi talentami. W ten sposób zachowujemy przynajmniej podstawowa elitarną strukturę powołania. Ale arystokratyczność rozumienia powołania nam nie odpowiada, więc szukamy rozumień demokratycznych. Mówimy, że każdy ma prawo do szanowanej pracy i każdy ma prawo do satysfakcji z pracy. Ciekawa jest propozycja abstrahowania w rozumieniu powołania zarówno do szczególności pracy jaki i wyjątkowości talentu. Każdy może być przytomny w pracy, jeśli się tylko postara. Tylko co to ma wspólnego ze słowem powołanie? Gdy Alkibiades walczył zgodnie z zasadami to przegrywał w zapasach. Więc zaczął gryźć. Na zarzut, że gryzie jak kobieta odkrzyknął, że gryzie jak lew, a nie jak kobieta. Jeśli będziemy mówić, że każda praca może stać się powołaniem, będziemy jak Alkibiades.
kis
Komentarz filandryjski:
Słowa nie są niczym. Słowa realnie działają. Jeśli myślimy o zawodach w kategoriach powołania, nie unikniemy problemów. Jeśli nasz zawód jest naszym powołaniem, to jesteśmy bożym pomazańcem, mamy moc czynienia cudów i stoimy ponad prawem ludzkim. Tak myślał o sobie znany psychoterapeuta z powołania, który siedzi obecnie w więzieniu.
Jeśli nasz zawód nie jest naszym powołaniem, to musimy odczuwać poczucie winy. Bo zgrzeszyliśmy odrzucając właściwe nam powołania. Możemy zagłuszać poczucie winy rozrywkami dnia siódmego i szóstego.
Tak czy owak myślenie o pracy, którą wykonujemy czy funkcji, którą pełnimy w kategoriach to jest /to nie jest moim powołaniem skutecznie odwodzi nas od myślenia w kategoriach rozwoju i samodoskonalenia. Mam to do zrobienia, co zrobić żeby robić to lepiej. To co robie nie daje mi satysfakcji. Jak znaleźć satysfakcję w tym co robię.
Podobnie kwestia wyboru pracy czy wykształcenia. Można szukać powołania czyli wierzyć w cuda. A można spróbować poznać swoje dyspozycje i zając się czymś, co jest z nimi zgodne. Oczywiście problemem jest to, że musimy wybierać bardzo wcześnie, kiedy słabo siebie znamy. Z dziwnych powodów nie możemy jednak ufać rodzicom. Znacie kogoś o kim powiecie, że rodzice znaleźli jego powołanie? A wszyscy znamy wielu ludzi, o których drodze życiowej zadecydowali rodzice i którzy teraz płaczą, że nie chcą, ale muszą.
Filander
Glosa asmodejska do komentarza kissmisowego
Może nie istnieje Wielki Manitu ale istnieje owładniecie jego mocą. Rozum ludzki jest za mały, żeby mógł rozstrzygać w sprawach naprawdę ważnych. Dlatego we wszystkich mądrzejszych kulturach istnieją procedury zwracania się do bogów z ważnymi pytaniami. Różni bogowie odpowiadają w różny sposób. Nasza nieszczęsna kultura jest pozostawiona bez opieki bogów. A takie słowa jak powołanie przypominają, że kiedyś człowiek potrafił rozmawiać z bogami. Nauczmy się znowu z nimi rozmawiać. Glosa kissmisowa do komentarza filandryjskiego i glosy asmodejskiej
Zgadzam się z poglądami Filandra i Asmodeusza, pomijając oczywiście etyczną i pseudreligijną oprawę tych poglądów. Opieranie wyboru pracy na czystych przesłankach, czy to czysto irracjonalnych, czy czysto racjonalnych nie sprawdza się. Z racjonalności nie da się wyprowadzić chęci. Pragnienie musi być irracjonalne. Jeśli ktoś ma zostać dobrym poetą, nie może opierać się wyłącznie na chłodnej racjonalnej analizie swoich zdolności, ale musi pragnąć zostać poetą. Co jeśli nie ktoś nie ma pragnień? Wtedy trzeba je obudzić ale to zupełnie inna historia. Problem braku powołania to maska problemu braku, zaniku, zamarcia, zagłuszenia, zamrożenia pragnień.
