Przyznam szczerze, że musiałam dwa razy przeczytać tekst, aby móc się do niego odnieść. Przy czym w dalszym ciągu nie czuje się wystarczająco przygotowanaJ Wprowadziłeś tylu życzliwych kompanów, którzy występują w monologu wewnętrznym, że aby każdego z osobna zrozumieć miałam nie lada problem ;)miałam? sadze, że mam nadal, bo musze ich w sobie odnaleźć, aby móc tak naprawdę zrozumieć. Nie wiem, czy dobrze to wszystko ogarniam, jeżeli nie, to wybacz, pierwszy raz odnoszę się czyjegoś tekstu, który napisany w tak ciekawy sposób wprowadza trochę zamętu myślowego, ale chyba poniekąd o to właśnie chodziło.
Na arenie myślowego spektaklu pojawienie się tylu podmiotów wydaje mi się burzyć odrobinę schemat „wewnętrznego monologu”. Sądzie, że jest to spowodowane tym, że inaczej postrzegam swój monolog wewnętrzny. Jak się okazało, prowadzenie monologu wewnętrznego nie jest proste, jeżeli wskrzeszę w sobie wewnętrznego słuchacza, który będzie tylko wyidealizowaną formą osoby życzliwej-słuchającej, to po co mi w tym momencie obserwator dialogu wewnętrznego, czy wtedy tę formę można uznać za monolog, kiedy wie się, że występuje wewnętrzny oceniasz, a każdy występujący podmiot ma na siebie wpływ? A może monolog wewnętrzny jest jakby przygotowaniem do prowadzenia dialogu wewnętrznego, który wraz z poszczególnymi obserwatorami przedstawienia przygotowuje mnie do dialogu zewnętrznego…
Kiedy zaczynam prowadzić monolog, po pewnym czasie zdaje sobie sprawę, że mój monolog staje się dialogiem, a moje JA monologujące ma swojego kompana w postaci JA adwersującego, wtedy pojawia się właśnie nadsłuchacz, który zapamiętując dialog pozwala mi później odnieść się do pewnych kwestii myślowych. Bardzo często czytając ciekawą książkę, zatrzymuję się na chwilę, czasami na dłuższą, aby wyobrazić sobie sytuacje inaczej, z zupełnie nowej perspektywy. Staram się nie odnosić do bohaterów, powielać ich dialogi, ale odnajdywać w sobie te podmioty, dzięki którym będę dawcą nowej sytuacji fikcyjnejJ Zadałeś bardzo ciekawe pytanie w swoim tekście mianowicie: „Czy należy myśleć o funkcji obserwacji myślenia, czy o funkcjonariuszu, czyli wewnętrznym obserwatorze myślenia”.
Odebrałam twój tekst, jako analizę obserwacji myślenia z uwzględnieniem obserwatora wewnętrznego, jako przedmiotu naczelnego, jeżeli mogę posłużyć się takim sformułowaniem.
Zastanawiam się tylko, czy poddawanie pod głębsza analizę naszego JA monologującego nie zabija samego monologu, który w tym wypadku wydaje się być najważniejszy. Osobiście nie skupiam się wtedy na treści moich wywodów myślowych, a raczej nasłuchuje, obserwuje wraz z innymi podmiotami cała sytuacje. Starając się wejść w położenie każdego podmiotu, który w sobie wykształcę.
Przyznam, że bardzo budujący wywód, który pozostawia temat wewnętrznych dywagacji wiecznie otwarty. Każdy z Nas ma w sobie wiele podmiotów, które wiernie czuwają w naszej podświadomości, wystarczy tylko je sobie uświadomić i pozwolić im żyć, w końcu tylko My jesteśmy dawcami każdej naszej myśli…
Patrycja
