Komentarze do Protokołu
Dodaj komentarz
Myślę, ze najpierw trzeba zastanowić czym jest prawo.
Ja prawo rozumiem jako to zbiór zasad, które ludzkość usiadła i spisała ( czy to na podstawie dekalogu czy czegoś innego - nie ważne).
Prawo stworzyli ludzie - umówili się, że nikt nie ma ani moralnego ani czysto prawnego prawa do zabijania innego człowieka.
Prawo to usankcjonowaliśmy karą pozbawiania wolności lub pozbawienia życia pod płaszczykiem prawa( co zresztą jest absurdem)
Więc pytanie czy mamy prawo zabijać jest dwuznaczne ponieważ wedle spisanego prawa oczywiście nie mamy takiego prawa.
Jednak jeśli umówimy się, że któregoś dnia zniesiemy zakaz zabijania wtedy będziemy mieli prawo do zabijania.
Jest jeszcze etyka i moralność determinowana religią i historią ludzkości.
Jednak czy spisaliśmy prawo czy nie, naginamy je pod swoje potrzeby - zależy jak się umówimy i jakie interesy wchodzą w grę.
Poza tym pamiętajmy, że człowiek jest jedynym zwierzem, który potrafi zabijać dla przyjemności, z zazdrości, z nienawiści.
Jeśli chodzi o zabijanie w moim przekonaniu, mamy prawo tylko i wyłącznie do zabijania samych siebie.
Tu kłania się eutanazja, czyli prawo do śmierci, która może być interesującym tematem na następne spotkania.
Lusi.Panie Protokolancie, czy Pan tam aby na pewno był? Ten protokół wygląda mi raczej jak rozmyślanie nad problemem zabijania, mające bardzo mało wspólnego z odbytym spotkaniem.
Pozdrawiam.
Kaśka
Byłem połowicznie.
Połowiczność mojej obecności była spowodowana tym, że znalazłem się w otoczeniu, które nie respektowało prawa mojej osoby do życia i zdrowia fizycznego i w którym się paliło, pomimo mojej wyraźnej prośby, ignorując moje ludzkie i indywidualne prawo i powołując się na wilcze prawo miejsca oraz wilcze prawo palącego stada. Bo w Kalamburze wolno palić, więc wolno bezkarnie ignorować prośbę osoby niepalącej o niepalenie. I w ogóle we Wrocławiu to się pali i niepalący powinni się dostosować się do palących.
Pomimo tego, że bardzo sobie cenię prawo do udziału w dyskusji, jednak bardziej sobie cenię swoje zdrowie i życie, bo bez nich nie jestem zdolny zaznać przyjemności udziału w dyskusji. Nie ubiegam się także o prawo do udziału w żadnym wilczym stadzie. Zdecydowałem się więc wyłączyć z dyskusji. Jestem gotów się do dyskusji ponownie włączyć, jeżeli osoby niepalące przekonają osoby palące by nie paliły w miejscu gdzie ja jestem lub gdy osoby niepalące powstrzymają się od palenia nawet bez przekonania. Lub gdy dyskusja będzie odbywała się w miejscu gdzie się nie pali, np. w Internecie.
Moje rozważanie nie dotyczyły tylko zabijania ale przede wszystkim prawa. Pozwolę sobie przypomnieć, że tematem dyskusji było: „Czy mamy prawo zabijać”. A nie „Co nam przychodzi do głowy na temat zabijania?”
Prawo można rozumieć jako opis nie tego jak jest ale jak być powinno.
Z mojego połowicznego udziału w dyskusji wyciągnąłem co najmniej połowicznie poprawny wniosek, że cała dyskusja była lewa, to znaczy nie taka jaką być powinna.
Była lewa nie tylko dlatego, że poprzez akceptowanie palenia wykluczała z dyskusji osoby niepalące.
Była lewa dlatego, że pomijała analizę pojęć zawartych w pytaniu, w szczególności pojęcia prawa (co dla nas znaczy prawo, skąd w naszym osobistym doświadczeniu pojawia sie prawo, kto jest pierwszym naszym prawodawcą, ojciec jako pierwszy prawodawca, Bóg Ojciec jako drugi prawodawca, państwo i społeczeństwo jako kolejni prawodawcy, problemy z prawem jako problemy z ojcem, Bogiem, społeczeństwem, problem autonomii w opozycji do heteronomii-czy mam prawo i siłę rządzić się sam, problem kiedy potrzeba prawa znika i przez co może być zastępowana).
Była lewa bo nie identyfikowała założeń tkwiących w pytaniu (że jeśli coś robimy, to musimy podać prawo na podstawie którego działamy, rację naszego działania, że czujemy, że jak coś nie jest dozwolone, to jest zakazane –jeśli nie mam prawa to nie mogę tego robić, że właściwie nie mamy prawa nic zrobić jeśli ktoś nam nie pozwoli, że jeśli nie czujemy siły prawa to nie czujemy żadnych ograniczeń)
Była lewa bo nie wprowadzała koniecznych rozróżnień (zabicie a zabijanie, zabicie a zabójstwo itd.) i definicji (zabijanie jako pozbawianie życia, zabijanie jako forma pozbawianie tego co wartościowe, jako forma krzywdzenia) i uogólnień (czy mamy prawo pozbawiać innych tego, co dla nich wartościowe, czy mamy prawo krzywdzić innych) i dopełnień (Kto i co ma prawo żyć, czy my mamy prawo żyć).
Była lewa także dlatego, że tylko chwilami dotykała tego, co nas dotyka, a raczej uciekała w pozorną rozmowę, nikogo nie dotyczącą.
Moje rozważania oczywiście nie są kompletne i nie są wzorcem idealnej dyskusji. Służą tylko temu, by uczestnicy dyskusji zastanowili się nad tym jak taka dyskusja powinna wyglądać, co robić, żeby nie dryfowała po płyciznach ale by wychodziła na pełne morze.
Jeżeli ktoś z obecnych zapamiętał to co wydarzyło się w dyskusji jako jakieś sensowne, głębokie, wartościowe analizy, syntezy, rozróżnienia czy przemyślenia, to bardzo proszę o przedstawienie ich w dalszych komentarzach. Ja z kolei zastrzegam sobie prawo do dalszych uwag, nie na temat tego jak było ale jak być powinno.
Protokolant
Ok - co do samej dyskusji to zarzut braku uzgodnienia terminologii jest trafny:)
Nie nazwałbym jej merytoryczną. Ale nie popadajmy w drugą skrajność - nie czuję wstydu czy potrzeby sypania sie popiołem za tę lewiznę. Poza tym - czy można sie spodziewać sprawnej panelowej dyskusji po grupie nieznających się, niebędącymi ekspertami w omawianej dziedzinie (co my k.. wiemy o zabijaniu?:)) grupie osób w lokalu sprzedającym . Ja tam czasem nawet usłyszałem coś nowego, pouczającego.
Druga kwestia to kolejny już przykład wybuchu ognia świętego oburzenia u naszego PRO:) Powodów sie nie czepiam, umowa była, że nie palimy. Ale forma była jak zwykle - nazwijmy to - niezwykle ekspresyjna, asertywnością ocierajacą sie o agresję:) Taka zaś forma argumentacji nie przynosi efektów - co widzieliśmy . Może zawiesić dyskusję do czasu przywrócenia porządku i przestrzegania regulaminu? A może wprowadzić instytucję policyjną lub paramilitarną chroniącą porządku?
Co do samego zabijania - my Polacy coś o tym winniśmy wiedzieć - na naszych ziemiach dużo się działo. Z drugiej jednak strony nie mieliśmy nigdy seryjnego mordercy z prawdziwego zdarzenia, nie wspominając nawet o mordercach - kanibalach.
A tak na poważnie - czy mamy prawo zabijać? Rozumiejąc wąsko, sprowadzając prawo do skodyfikowanych norm - to tak.
Mamy przecież możliwość aborcji, obronę własną...
Idąc dalej - rozumiejąc prawo jako uniwersalne zasady, wyabstrahowane od naszych własnych norm (a więc wynikające np. z naszego umiejscowienia nad zwierzętami a pod aniołami w chrześcijaństwie) to też - "idźcie i czyncie sobie tę ziemię poddaną" czy jakoś tak, ofiary ze zwierząt, itd. Chyba, że zawęzimy pojęcia zabijania do istot równych bądź wyższych - w tym wypadku do ludzi, aniołów, półbogów itd.. A pozbawianie życia istot niższych to już nie zabójstwo. W tym wypadku nie mamy prawa zabijać. Ale co z wojnami? I czemu mamy sie stawiać ponad inne istoty żywe? A odebanie życia na wyraźne życzenie tej istoty? Ale przecież powołujemy do życia, więc winniśmy móc także dokańczać dzieła;) A moze tylko przekazujemy życie, dane nam "z góry"?Tym kończę tą lewą wypowiedź;)
8art
Każdy człowiek czy zwierzę od momentu poczęcia jest zabijany. Czy jest to śmierć powolna i prowadzi przez cierpienie, powolna, ale sprawiająca przyjemność, szybka, nagła, czy powodowana przez krzywdzenie samego siebie czy przez drugą osobę itd. nie miałoby to żadnego znaczenia, gdyby nie istniało takie coś jak prawo zakazujące zabijania.
Prawo zabijania istnieje. Tylko, że my jego nie mamy, ponieważ zabrania nam je prawo do nie zabijania.
Jest też prawo do zabijania i my je mamy, ponieważ mamy prawo do zabijania w pewien określony sposób np. świnek w ubojni lub seryjnych morderców (w Polsce na szczęście nie ma kary śmierci, ale np. w stanie USA rządzonym przez Terminatora jest).
Przemek
Dodaj komentarz
