Sokrates Cafe
Komentarze do protokołu
Co to znaczy zrozumieć drugiego człowieka
To znaczy, że nam się wydaje, że zrozumieliśmy drugiego człowieka. Mówimy: nawiązać nić porozumienia, mówić na tej samej fali. Obrazuje to jakieś połączenie (za obopólną zgodą), wspólny obszar (komunikacji, sposobu myślenia). Myślę, że możemy rozumieć drugiego człowieka, gdy wejdziemy w jego skórę, zrozumiemy intencje, uczucia, motywy działania, skąd się wzięły jego przekonania. Kiedy potrafimy wejść w jego świat pojęciowy i zrozumiemy jego język, i zaczniemy z nim rozmawiać jego językiem, operować jego pojęciami, zbliżając się tym samym do niego, niemal utożsamiając, wtedy może się zdarzyć, że go naprawdę zrozumiemy.Ale też mówiąc: potrafię go zrozumieć, możemy mieć na myśli sytuację jednorazową: rozumiem go, bo podobną historię przeszłam (miałam wtedy podobne odczucia), rozumiem go, bo sama podobnie bym zrobiła (mam podobne przekonania).
Żeby naprawdę zrozumieć człowieka, trzeba najpierw tego chcieć, trzeba włożyć w to jakiś wysiłek, po części się poświęcić. Trzeba najpierw na chwilę odrzucić siebie i wejść do świata tego drugiego. Zrozumieć, to akceptować, rozumieć, to niekoniecznie akceptować. Zrozumienie może być pewną formą miłości do drugiego człowieka, ale to nie na tą dyskusję.
Wydaje się, że rozumienie jest wykładnią rozumu (rozum jako umysł, intelekt, praca zwojów mózgowych). Ale umysł (jako generator i przetwarzacz myśli) jest tylko narzędziem, a zrozumienie może rodzić się (mieć źródło) w innych warstwach człowieka. Rozum je tylko przetwarza, wynik rozumienia zależy od zebranych danych i jakości tych danych, a dane i ich jakość zależy od sprawnych receptorów. Jedni z nas mają bardziej rozwiniętą sferę duchową, inni emocjonalną inni intelektualną. W zależności od tego, rozumienie tych osób będzie inne: bardziej uduchowione, lub emocjonalne, lub rozumowe. Ci uczuciowi będą się dziwić chłodnemu, wymiernemu rozumieniu intelektualistów, intelektualiści będą się dziwić emocjonalnemu rozumieniu tych pierwszych, a uduchowieni, nie wiem co uduchowieni, bo jeszcze wystarczająco uduchowiona nie jestem, ale podejrzewam, że nie będą się dziwić niczemu.
Wydaje się, że ze zrozumieniem wiąże się empatia. Empatię można mieć, albo nie. Empatii człowiek się uczy, nie ma jej od urodzenia. Jeżeli ją się ma w znacznej mierze, zdaje się, że inaczej wtedy rozumie się człowieka, chyba tego zrozumienia (chęci zrozumienia) jest więcej. Przychodzi to zrozumienie lekko, jak oddychanie. Może to być kłopotliwe, bo zbyt dużo się czuje (i za siebie i za innych), mogą być kłopoty z decyzją (żeby nie skrzywdzić innych). Ale nie wiem, czy można naprawdę zrozumieć drugiego człowieka nie posiadając empatii, posługując się jedynie pracą szarych komórek i suchą wiedzą w nich zawartą.
Kama
Kama pisze, że zrozumieć drugiego człowieka „to znaczy, że nam się wydaje, że zrozumieliśmy drugiego człowieka”. Muszę przyznać, że nie rozumiem jak możliwe jest pisanie czegoś takiego. Przecież słów „wydaje się nam” używamy gdy nie jesteśmy pewni co widzimy. Tweety mówi „wydawało mi się, że widziałem kotecka”. A potem może powiedzieć „tak, dobrze mi się wydawało, naprawdę widziałem kotecka”. Ale mogło mu się źle wydawać i naprawdę widział coś innego.
Tak samo jest z rozumieniem. Możemy mieć poczucie, że kogoś rozumiemy ale to nie znaczy, że go rozumiemy naprawdę. Może nam się wydawać, że kogoś rozumiemy ale to wcale nie znaczy, że rozumiemy go dobrze.
Wydaje mi się, że czasem jesteśmy bliżsi rozumienia kogoś, gdy mamy poczucie, że w ogóle go nie rozumiemy niż wtedy gdy mamy poczucie, że dobrze go rozumiemy.
Wydaje mi się, że oprócz tego, że Kama nie odróżnia rzeczywistego rozumienia od wyobrażonego rozumienia, nie odróżnia także sytuacji, w której pojawia się rozumienie od sytuacji, gdy problem niezrozumienia w ogóle się nie pojawia. Kiedy „nadajemy na tej samej fali” nie ma nic do rozumienia. Osoby które nadają na tej samej fali w ogóle nie mówią niczego swojego, są tylko nadajnikami nastrojonymi na jedną falę czy melodię. Nadajniki np. radiowe nie nadają żadnych własnych treści, są tylko mediami przekazującymi treści emitowane ze stacji nadawczej. Nadając na tej samej fali nadajemy treści zaczerpnięte z zewnątrz, a ich tożsamość wskazuje na tożsamość zewnętrznego źródła. Nasze poczucie podobieństwa czy tożsamości z drugą osobą nadającą na tej samej fali jest o tyle uzasadnione, że jesteśmy podobni do siebie jako beztreściowe nadajniki czy mówiąc inaczej osoby niezindywidualizowane czy nieautonomiczne.
Są tacy wariaci, którzy mówią, że mają radyjko w głowie, które im cały czas coś mówi. Być może są oni bliżsi zrozumienia samych siebie niż osoby, które dostrzegają radośnie pokrewieństwo dusz w kimś, kto ma w głowie radyjko grające to samo co nasze.
Filander
Co to znaczy zrozumieć drugiego człowieka, granice zrozumienia
Dlaczego jedni bardziej chcą być rozumiani, a inni mniej? Jak to się ma do poczucia wspólnoty, czy do poczucia (potrzeby) kontaktu, czy do poczucia istnienia, czy do dążenia do jedności - czy rzeczywiście jest w nas dążenie do jedności (jakiej jedności?), jeżeli tak, to dlaczego? Zrozumienie jest od rozumu, czy na pewno tylko od rozumu? Czy rozum wystarczy do rozumienia człowieka, który jest nie tylko rozumem? Jeżeli chodzi o emocje, to rozum ma je zrozumieć, czy serce? Czy rzeczywiście wszystko co pozwala nam zrozumieć drugiego człowieka wynika jedynie z wiedzy o człowieku, o sobie samym, o przeżytych doświadczeniach, o przejawianiu i rodzeniu się emocji, z wiedzy wyniesionej z książek i wykładów, filmów i literatury? Czy jest coś poza wiedzą, co daje nam tą możliwość?
Niektórzy ludzie prości, mający znikomą wiedzę ogólną, potrafią lepiej odczytać człowieka niż niejeden wykształcony PR, z, dzisiaj mówimy, mowy ciała. Ktoś powie: tak, ale ta osoba ma wiedzę życiową, posiada życiową mądrość, lub, że nauczyła się tego od rodziców, korzysta z wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie, nie tylko w ramach najbliższej rodziny, ale i grupy społecznej. Nauczyło ją tego życie i baczna obserwacja każdego z jego przejawów. Może tak jest, ale czy nie ma niczego więcej?
Co wiemy o zdolności rozumienia wydarzających się sytuacji, czy zdolności rozumienia człowieka? Dlaczego jedni mają taką zdolność rozumienia innych jakby we krwi, a inni często trafiają jak kulą w płot, myślą, że zrozumieli, a tymczasem tkwią w błędnym mniemaniu, lub też zupełnie nie potrafią pojąć, co z drugim człowiekiem się dzieje? Obserwują, a jakby nie widzą, wyciągają wnioski, ale fałszywe. Jest jeszcze kwestia, na ile drugi człowiek zechce się przed nami otworzyć, to też wyznacza granice poznania. Bo czy można naprawdę zrozumieć kogoś zza szyby, bez możliwości zbliżenia się do niego, bez możliwości osobistego wglądu? To byłoby tylko nasze mniemanie, jakaś niepotwierdzona interpretacja.
Może tą granicę stawia drugi człowiek mówiąc: tak, zrozumiałeś mnie, czuję się zrozumiany?
Jeżeli jedynie wiedza umożliwia nam zrozumienie człowieka, to granice zrozumienia ta wiedza wyznacza.
Jeżeli przyjmiemy, że prawdziwe zrozumienie rodzi się z empatii, z wrażliwości, z miłości do świata (bo czy ktoś, kto czuje nienawiść może chcieć zrozumieć?), granice zrozumienia określa stopień naszej zdolności do współodczuwania.
Nie wiadomo, czy wszyscy tak samo rozumiemy, co to znaczy zrozumieć. Dla jednych może to być wiedza na temat faktów o drugim człowieku. Dla innych cała gama niuansów, subtelności, zabarwień i przebarwień, które tego człowieka tworzą. Dopiero z tymi niuansami wyłania się prawdziwy człowiek z krwi i kości.
Kama
Absolutnie wiadomo, że inaczej rozumiemy co znaczy rozumieć. Różnimy się zarówno sposobami rozumienia jak i jakością rozumienia. Różnimy się poziomami rozumienia. Niektórzy z nas lepiej rozumieją co znaczy rozumieć, a niektórzy nie rozumieją wcale.
Jedną z rzeczy jakie należy zrozumieć, by rozumieć co znaczy rozumieć, jest relacja między wiedzą, a rozumieniem. Można to wyjaśnić na prostym przykładzie. Kiedy mówimy, że nie rozumiemy czyjegoś zachowania, to przecież wiemy jak się zachował. Nie ma zatem możliwości zrozumienia niczego bez wiedzy o tym. Wiedza nie wymaga żadnego myślenia, bierze się z prostej rejestracji faktów i ich zapamiętania. Niektórzy ludzie sądzą, że nie rozumieją czegoś, bo brakuje im wiedzy o tym. Rzeczywiście może tak być. Być może pomocne dla zrozumienia czyjegoś zachowania byłaby większa wiedza o jego historii. Dlaczego się zdenerwował? Co go zdenerwowało? Czemu tak zareagował? Czy przeżył kiedyś podobną sytuację? Czy to jego typowa reakcja? Czy to typowa sytuacja?
Jednak bez zadania odpowiednich pytań nawet gigantyczna ilość wiedzy o drugim człowieku nie pozwoli nam zrozumieć jego zachowania. Potrzebujemy umiejętności wiązania informacji.
Istnieje taki poziom rozumienia, który jest właściwie bezmyślny. Mamy z nim do czynienia, gdy ktoś sztywno posługuje się jakoś zewnętrzną teorią, modelem do porządkowania faktów.
Np. jesteśmy osoba wierzącą po katolicku, więc jakieś zachowanie rozumiemy jako grzech. Rozumiemy przyczyny grzechu w braku łaski, działaniu szatana i dobrowolnym oddaleniu się od Boga. Stosownie do tego sposobu rozumienia reagujemy napomnieniem, by ktoś wyrwał się z działania szatana i zdał się na łaskę bożą przez modlitwę i pokutę.
Możemy też rozumieć jakieś zachowanie jak objaw stresu. Zalecamy wtedy relaksacje i odreagowanie.
Lub też postrzegamy jako wyraz alienacji. I proponujemy zmianę perspektywy metafizycznej.
Albo rozumiemy jako wykroczenie przeciw naturalnym prawom człowieka. Apelujemy wtedy do godności osoby ludzkiej.
I wreszcie rozumiemy jako objaw chorobowy i proponujemy psychoterapie lub farmakoterapie w zależności czy jesteśmy psychoterapeutą czy lekarzem.
Kiedy dysponujemy jedną teorią, jednym narzędziem rozumienia, np. młotkiem, wszystkie problem rozumiemy jako gwoździe (to parafraza cytatu ale nie chce mi się szuka źródła).
Kiedy dysponujemy niewielkim zestawem narzędzi rozumienia ale dużą umiejętnością ich praktycznego użycia, jesteśmy rozumnym panem „złota rączka”.
Kiedy mamy dużo teorii ale gubimy się w ich zastosowaniach, jesteśmy multinarzędziowym warsztatem rozumienia, ze złą organizacją produkcji i dużymi opóźnieniami.
Kiedy jesteśmy w stanie zastosować najlepsze z dostępnych narzędzi rozumienia lub w razie potrzeby zaprojektować i wykonać nowe - no to chyba jesteśmy genialni;).
Sokrates Cafe można rozumieć jako warsztat, w którym poznajemy i uczymy się stosować rożne narzędzia rozumienia. Jest dużo zamieszania, bo nasze młotki i piły zahaczają o siebie, a czasem nawet ktoś oberwie młotkiem po palcu, gdy młotkujący lub raniony nie przestrzega zasad bhp. Możemy się jedynie pocieszać, że o ile mi wiadomo nie mieliśmy poważniejszych uszkodzeń, choć było trochę płaczu, jęczenia i obrażania się.
Filander
Czy rozumienie drugiego człowieka może być bardziej interesujące niż jego nie-rozumienie. Jednomyślność z czasem przecież staje się strasznie nudna.
Przemek
Jedno-myślność to często bez-myślność. Bezmyślnośc może być nudna. Jednak rozumienie to nie jednomyślność. Jeśli coś można rozumieć, to można to zrozumieć na wiele sposobów. Rozumienie jest zatem wielo-myślne. Gdy ktoś chce byśmy byli z nim jednomyślni, to może znaczyć, że nie chce byśmy myśleli sami lub by on sam myślał.
Jeśli jesteśmy z kimś jednomyślni, to może jesteśmy mniej samotni ale za to bardziej bezmyślni.
Filander
