Sokrates Cafe
Sokrates Cafe Wrocław 15.12.2009
Dodaj komentarz
Czy istnieje granica poznania samego siebie?
Od autora:No, tego dnia to naprawdę któraś z chorób (świńska grypa albo przedświąteczna gorączka) dopadła uczestników. Z drugiej strony – osób postronnych też nie było za wiele…
Niniejszym podtrzymuje życzenia z poprzedniego protokołu.
Korzystając z okazji chciałbym gorąco podziękować za uznanie, symbolicznie wyrażone piernikowym medalem (wisi nad moim biurkiem w pracy i wzbudza konsternację;). Szczególny ukłon należy się Kasi F. – prowodyrce tej sytuacji i mistrza kuchni;)
Aha – Owo F. po imieniu Kasi nie oznacza, że toczy się wobec niej postępowanie karne – pojawiła się druga Kasia, dawno nie widziana, która wzięła na siebie obowiązek przewodzenia dyskusji.
Pytania:
1. Czy maszyny nas zjadają?
2. Czy istnieje granica poznania samego siebie?
3. Czy trudno jest zabrać głos?
4. Co z dzisiejsza kulturą?
5. Czy jest inna metoda poznania niż doświadczenie?
Do rzeczy:
Wygrało pytanie Kasi F.: Czy istnieje granica poznania samego siebie?
Autorka doprecyzowała, że pyta o samą możliwość poznania, o to, czy możemy znać siebie, jeśli codziennie powtarzamy utarte schematy?
Stanowcze „nie” Piotr uzasadnił tezą, że nasze poznanie nigdy się nie skończy – a więc istnieje granica
Kasia F. podniosła, że to dowodzi o nieistnieniu owej granicy
Kasia precyzując niejako myśl Piotra spytała, czy odkrywając siebie zawsze znajdziemy nowe, wcześniej niedostępne obszary, czy też w pewnym momencie nasze poznanie stanie się samo w sobie niemożliwe?
Ewa wskazała na powody biologiczne – na obecnym etapie rozwoju nie poznamy mózgu mózgiem. Narzędzie badania nie może być także jego przedmiotem. W tym miejscu została podniesiona kwestia obiektywizmu w poznaniu. Podano przykłady daltonistów i narcyzów, jako kontrargumenty wobec owej obiektywności. Kasia F. optymistycznie założyła, że według niej poznanie siebie zakłada samo w sobie dawkę samokrytycyzmu.
Piotr nawiązał do rozwoju i jego wpływu na nasze samopoznanie – w danej chwili zachowujemy się w dany sposób, ale w przyszłości – pod wpływem nowych doświadczeń – nasze zachowanie zmienia się, co zilustrowano przykładami.
Kasia wyciągnęła z tego wniosek, iż skoro nasze poznanie zmienia nas i sprawia, że znów mamy coś do poznania, to oznacza to, że granica poznania jest płynna.
Kasia F. stanęła w opozycji – problemem nie jest zmienność, tylko sam rozwój – jego granica jest zarazem granicą poznania
W tym miejscu Ewa podniosła zagadnienie poznania idealnego, które – z racji swej idealności – zakłada i zmienność obiektu poznającego. Kasia nie zgodziła się, gdyż zakłada to automatycznie istnienie idealnego świata, gdzie jest ktoś obiektywny, wszechwiedzący etc. A ponadto – po co komu poznanie siebie w takim stopniu, że będzie wiedział jaki byłby jako alkoholik, skoro nigdy nim nie zostanie? Ewa nie zgodziła się z takim pojmowaniem tego idealizmu – to nie jasnowidzenie, a gruntowna znajomość siebie daje taka możliwość. Ale – zastanawiała się Kasia – czy wiedząc wszystko, możliwy jest rozwój? Ów determinizm i idealizm pochłonął część dyskutantów, a reszta pochłaniała perniki.
W tym miejscu zwróciłem uwagę, że przez całą dyskusję zakładamy, że rozwój przebiega pod wpływem nowych doświadczeń zewnętrznych, a mamy jeszcze możliwość oglądu siebie, introspekcji.
Dorota poszła jednak w innym kierunku, zastanawiając się, czy możemy w ogóle mówić o znajomości samego siebie, żyjąc w okowach kultury i przyzwyczajeń?
Piotr zaczął roztrząsać zagadnienie ważkości poznania. Po kilku perturbacjach wykrystalizowała się telenowela z klasycznym motywem zdrady małżeńskiej. Owa ważkość odnosiła się tu do rozstrzygnięcia czy 30. lat szczęśliwego pożycia znaczy mniej niż jednorazowa zdrada?
Od pytania o ważkość stosunkowo blisko do pytania o wartość – Kasia zastanawiała się, czy w ogóle jest warto poznawać siebie. Kasia F. poznaje siebie, aby nie marnować czasu – znając siebie, łatwiej ukierunkuje swoje życie. Wywołało o po raz kolejny dyskusję odnośnie obiektywizmu samopoznania (lubię czytać, ale nie mam czasu – taki jestem, czy tylko chciałbym takim być w oczach innych?)
Piotr przebił się ze swą koncepcją poznania teraźniejszego i przyszłego, co zgrabnie ujęła Kasia sprowadzając je do poznania faktycznego i projektującego. To pierwsze da się przyrównać do testu – Co robisz, gdy…… i wpisujemy odpowiedź. Drugie zaś – projektujące – sprowadza się np. do sytuacji człeka, który nic nie wie o sztuce, kompletnie go to nie obchodzi, ale poznaje jakiś obraz i od tego czasu zaczyna się tym interesować. Nasuwa to jednak pytanie o to, czy to nasze samopoznanie określa nas, czy raczej my je?
Ewa wskazała tu na wartości, jako czynniki odpowiadające za kształtowanie nas samych – widzimy się jako bohatera i w końcu możemy nim – pokonując wrodzone tchórzostwo – zostać. Zagadnienie to pochłonęło chyba najwięcej czasu, ale – niestety – prędkość i ilość słów padających z ust każdego nie pozwoliły na zapisanie czegokolwiek.
W toku dalszej dyskusji zamknęliśmy pewnego biedaka w piwnicy i rozważaliśmy jego szanse rozwojowe, co znów rodziło pytanie o źródła poznania – wgląd czy sytuacja zewnętrzna? Ustalono, że doskonale pozna on siebie – swe potrzeby, zachowania, reakcje. Z drugiej jednak strony nie opanowując języka, nie pozna nigdy bardziej abstrakcyjnej strony życia.
Pojawił się ponadto wątek poznawania siebie z obcowania z innymi, jak i samego sensu samopoznania.
Obowiązek podsumowania wzięła na siebie Kasia, która celnie wytknęła wielowątkowość dyskusji i – być może nadmierną – ogólnikowość.
Rekapitulując – im mniej osób tym dyskusja szybsza, a protokołowanie trudniejsze, co znalazło swój wyraz w lukach i konfabulacjach, jakich pełno w tym protokole.
Co do Kartaginy to niech sobie stoi, ale czemu tak bardzo czepiamy się Poznania?
