Sokrates Cafe
Filozofia jako polityka kulturalna, Richard Rorty Czytelnik, 2009
Richard Rorty (1931-2007) to sojusznik Sokrates Cafe. W jaki sposób ktoś kto określa się jako neosofista może być sojusznikiem Sokrates Cafe? Przecież Sokratesa znamy z dialogów Platona, a Platon był nieprzejednanym wrogiem sofistów. Przyprawił im gębę trzymającą się co najmniej 2 tysiące lat. Na mnie ta platońska propaganda wciąż działa.
Myślę jednak, że gdyby Sokrates żył dziś miałby poglądy podobne do Rorty’ego. A jakiś jego uczeń stworzyłby coś równie rewolucyjnego jak Platon. Uczeń tego ucznia jak Arystoteles stworzyłby coś jeszcze większego (w każdym razie licząc w stronach), a uczeń ucznia tego ucznia, jak Aleksander Macedoński zdobyłby pół świata, ciągle z wyłączeniem Afganistanu;) A potem byłaby jeszcze afera podobna do Kleopatry. Ci Panowie naprawdę namieszali w świecie. A wszystko to dzięki Ksantypie, która zachęciła Sokratesa to przebywania całymi godzinami poza domem.
Platon był moją pierwszą filozoficzną miłością, ale dziś uważam, że mamy za dużo różnych odmian neoplatoników. Ludzi którzy uważają, że mają dostęp do wyższej prawdy, rzeczywistej rzeczywistości. Kapłanów, filozofów, polityków. Poza tym, to ja mam dostęp do rzeczywistej rzeczywistości;)
Dziś potrzebujemy nie mitu jaskini ale neosofistów. Ludzi, którzy mówią komuś, kto powołuje się na oczywistą oczywistość, rzeczywistą rzeczywistość lub swoją rozmowę z Bogiem „przepraszam bardzo ale jako neosfista, wiem dobrze jak działa sofistyczny argument z powoływaniem się na wysoko postawione znajomości, i zgódźmy się proszę, że uznamy taki argument za sofistyczny i nieestetyczny”.
Myślę, że dziś Rorty przekonałby Sokratesa, że jeśli Sokrates pytał czym jest sprawiedliwość, to poczynił zbędne założenie, że sprawiedliwość istnieje. A czy jest istotne czy ona istnieje i jak? Istotne jest to jakich słów ludzie używają, jak myślą, jakie mają pomysły na siebie. Jak się zachowują wobec innych i jak sprawić, żeby byli szczęśliwsi. I że filozofowie o tyle są potrzebni, żeby wymyślić nowe lepsze sposoby na życie. Może Sokrates by odpowiedział, że od tego są poeci, a filozofowie tacy jak on mogą tylko pomagać porzucić stare, zepsute lub niewygodne pomysły. Zwłaszcza wyssane z mlekiem matki. Może by powiedział, że on tak wcale nie pytał. Że to pomysł Platona, licentia poetika, że Platon jako poeta wymyślił nowe pomysły na ludzkość, takie jak jeden Bóg i jedna prawda i świat idei i rzeczywistą rzeczywistość, a Sokrates tylko wyrwał chwasty, plewiące się w młodym platońskim umyśle, no może nie wszystkie. Ale powstała piękna kompozycja. Jestem pewien, że by się dogadali. Sokrates by powiedział, kocha Platona jak syna ale droższa mu prawda. A Rorty by powiedział, ok., tyle, że ty bracie ciągle substancjalizujesz prawdę. A Sokrates by powiedział, racja, racja, wypsnęło mi się.
Dogadaliby się na pewno. Sokrates namówiłby Rorty’ego na jogę, medytację i zdrowy tryb życia, i wyperswadowałby mu pragmatyczne ujęcie prawdy, przekonał, że ludzie jednak mają dobre powody, żeby używać tego słowa, a Rorty przekonałby Sokratesa, że nie warto pić cykuty w dużych ilościach.
A żeby było sprawiedliwie obaj nauczyliby się polskiego, żeby ze sobą rozmawiać.
PS. Tylko nie czytajcie wstępu Bogdana Barana, w każdym razie nie na początku. No, niepotrzebnie się wymądrza. Mojego tekstu też lepiej nie czytajcie. Po prostu zacznijcie czytać Rorty’ego. Przy okazji przepraszam wszystkich, z którymi ostatnio rozmawiałem, że gadałem do nich Rorty’m. Ja po prostu tak sobie przyswajam to co przeczytałem.
